HISTORIA - HARKEMA
Skansen De Spitkeet
Skansen w Harkema pokazujący życie najbiedniejszych mieszkańców Fryzji i Groningen w latach 1850–1950. Chaty z darni, ziemianki, domy robotnicze i dawne przytułki.

Dane miejsca zaktualizowano:
DLACZEGO WARTO?
Co czeka na miejscu.
Openluchtmuseum De Spitkeet w Harkema nie pokazuje życia bogatych mieszczan, właścicieli ziemskich ani ludzi, którzy mieszkali w dużych gospodarstwach. Tutaj chodzi o zupełnie inną historię – o najbiedniejszych mieszkańców fryzyjskich i groningeńskich terenów wrzosowiskowych, którzy w XIX i na początku XX wieku żyli w warunkach, które dzisiaj trudno sobie wyobrazić. Na ponad czterech hektarach odtworzono i zachowano różne typy domów, w których mieszkali ludzie pracujący przy torfie, na roli i przy najprostszych zajęciach. Dzięki temu można przejść od prymitywnej ziemianki przez chatę z darni aż do pierwszych prostych domów socjalnych i zobaczyć, jak bardzo zmieniały się warunki życia w ciągu zaledwie kilku pokoleń.
Nazwa muzeum pochodzi od słowa spitkeet, czyli bardzo prymitywnej chaty budowanej z ziemi, darni i prostych drewnianych elementów. Taki dom można było postawić nawet w jeden dzień. Nie było w nim żadnego komfortu, właściwie tylko tyle miejsca, żeby przetrwać noc, schować się przed deszczem i mieć gdzie ugotować coś prostego. Ściany powstawały z darni, dach z dostępnych materiałów, a małe okna wpuszczały niewiele światła. Dla części najbiedniejszych rodzin właśnie taki typ zabudowania był normalnym domem.
Jeszcze bardziej surowa była holwoning, czyli rodzaj ziemianki ukrytej częściowo w niewielkim wzniesieniu terenu. W praktyce był to ledwie schron, prawie niewidoczny z zewnątrz. W takich warunkach mieszkały osoby znajdujące się na samym dole ówczesnej drabiny społecznej. Muzeum pokazuje też waldhûskes, czyli proste kamienne domki, które były już wyraźnym krokiem naprzód. Miały prawdziwe ściany, alkowy do spania i czasem oddzielną część dla zwierząt. Dopiero później pojawiły się pierwsze budowane według nowych przepisów domy socjalne, stawiane od 1909 roku przez Stichting Woningbouw Achtkarspelen.
Na terenie De Spitkeet stoi także armenhuis, czyli dawny dom dla ubogich, oraz bardzo nietypowa kippenhokwoning – dom urządzony w przerobionym kurniku. Właśnie takie obiekty robią największe wrażenie, bo najlepiej pokazują, jak niewiele czasem potrzeba było ludziom, żeby nazwać coś domem. Muzeum nie próbuje tego przesadnie upiększać. Wnętrza są ciasne, proste i urządzone tak, żeby pokazać codzienne funkcjonowanie rodzin, które miały bardzo mało pieniędzy i praktycznie żadnego zabezpieczenia socjalnego.
Jedną z mocniejszych historii jest opowieść o Froukje Postma, która dorastała w przytułku De Malmoune. Jej rodzina składała się z rodziców i sześciorga dzieci, a wszyscy mieszkali w jednym z niewielkich pomieszczeń domu dla ubogich. Według materiałów muzealnych Froukje chodziła boso zarówno latem, jak i zimą, nie miała porządnej kurtki ani bielizny, a ciepły posiłek nie był czymś oczywistym. Jej historia pojawia się w filmie wprowadzającym i audioprzewodniku i dobrze pokazuje, że to muzeum nie opowiada abstrakcyjnie o „biedzie”, tylko o konkretnych ludziach i rodzinach.
Podobnie jest z historią Jelle Dama, który sam dorastał w spitkeet, a później angażował się w poprawę warunków życia najbiedniejszych mieszkańców wrzosowisk. W muzeum można poznać również postać Sjoerda út de Wâl, który mieszkał w ziemiance i utrzymywał się między innymi z oczyszczania używanych cegieł. Takich opowieści jest więcej i to właśnie one sprawiają, że De Spitkeet jest czymś więcej niż zbiorem starych chałup.
Ważnym miejscem jest także armenkerkhof, czyli cmentarz ubogich. To jeden z tych punktów, przy których trudno przejść obojętnie. Na dawnych grobach często nie było kamiennych nagrobków, bo rodzin po prostu nie było na nie stać. Zamiast nich pojawiały się drewniane krzyże albo zwykłe pale. Zachowany cmentarz przypomina, że bieda kończyła się dopiero wraz ze śmiercią i nawet pochówek był czymś, na czym oszczędzano.
Samo muzeum powstało stosunkowo późno. Jeszcze do lat 60. XX wieku na tym terenie stały domy socjalne wybudowane na początku XX wieku. Kiedy przestały spełniać nowe normy mieszkaniowe, stopniowo je rozbierano. W 1989 roku zwolnił się jeden z ostatnich zachowanych budynków i także miał zostać usunięty. Wtedy lokalne organizacje zaprotestowały i postanowiły go uratować. Rok później, w 1990 roku, rozpoczęła działalność fundacja, która stworzyła obecne muzeum. Z czasem do istniejącego domu zaczęto dodawać kolejne rekonstrukcje i zachowane obiekty pokazujące różne etapy życia na wrzosowiskach.
Dzisiaj spacer przez De Spitkeet działa trochę jak przechodzenie przez kolejne poziomy dawnego ubóstwa. Najpierw ziemianka i chata z darni, później prosty wâldhûske, przytułek, przerobiony kurnik i w końcu pierwsze domy budowane zgodnie z przepisami mieszkaniowymi. W krótkim czasie można więc zobaczyć zmianę, która dla dawnych mieszkańców oznaczała przejście od niemal prowizorycznego schronienia do prawdziwego domu z oddzielnymi pomieszczeniami i znacznie lepszymi warunkami sanitarnymi.
Cały teren ma ponad 4 hektary, więc nie jest to miejsce, które przechodzi się w pięć minut. Między domami są ścieżki, trochę zieleni i przestrzeń, dzięki czemu łatwo wyobrazić sobie dawny rozproszony krajobraz wrzosowisk. Muzeum pełni też rolę dobrego punktu startowego do spacerów i tras rowerowych po Noardlike Fryske Wâlden, czyli charakterystycznym krajobrazie północno-wschodniej Fryzji.
Na miejscu działa również część gastronomiczna z kawą, herbatą, ciastem i prostymi przekąskami. Są też place zabaw, dzięki czemu miejsce nadaje się na spokojniejszy rodzinny wypad. Nie warto jednak traktować De Spitkeet wyłącznie jako lekkiej atrakcji z domkami. Największą wartością jest właśnie możliwość zobaczenia, jak ogromna różnica dzieliła życie biednej ludności wrzosowisk od wyobrażenia o „ładnej dawnej wsi”, które znamy z wielu skansenów.
MIASTA I OKOLICE
Odkrywaj dalej.
TWÓJ KOLEJNY KIERUNEK