NAD WODĄ - YERSEKE
Yerseke – miasteczko ostryg i małży
Portowe miasteczko słynące z małży i ostryg. Stare baseny ostrygowe, kutry, Oosterschelde i historia miejsca, które kiedyś nazywano zeelandzkim Klondike.

Dane miejsca zaktualizowano:
DLACZEGO WARTO?
Co czeka na miejscu.
Yerseke to miejsce, w którym praktycznie wszystko kręci się wokół morza. W porcie stoją kutry, przy nabrzeżu działają firmy zajmujące się owocami morza, a tuż obok znajdują się charakterystyczne baseny ostrygowe. Jeśli chcecie zobaczyć tę bardziej rybacką i mniej pocztówkową Zeelandie, tutaj naprawdę ją czuć.
Miasteczko jest dziś jednym z najważniejszych centrów handlu małżami w Holandii. To właśnie tutaj trafiają partie małży z różnych obszarów hodowlanych, są kontrolowane i sprzedawane dalej. Ostrygi również odgrywają ogromną rolę i są hodowane przede wszystkim w wodach Oosterschelde oraz Grevelingen.
Najbardziej charakterystycznym miejscem są jednak stare oesterputten, czyli baseny ostrygowe połączone z Oosterschelde.
Nie są to zwykłe zbiorniki dekoracyjne. Ostrygi trafiają tutaj po wyłowieniu, żeby przez pewien czas odpocząć i oczyścić się w świeżej, słonej wodzie. Przy odpływie wodę można wypuścić, a podczas przypływu baseny ponownie napełniają się wodą z Oosterschelde.
Historia tych konstrukcji sięga XIX wieku.
Około 1870 roku w okolicy zaczęto rozwijać sztuczną hodowlę ostryg na większą skalę. Rok później powstał pierwszy basen ostrygowy, a kolejne budowano w następnych latach. W podobnym czasie rozbudowywano również port, bo niewielka miejscowość nagle zaczęła zmieniać się w prawdziwe centrum handlu owocami morza.
I wtedy zaczęło się małe szaleństwo.
Na ostrygach można było zarobić ogromne pieniądze. Do miejscowości przyjeżdżali przedsiębiorcy i inwestorzy liczący na szybki majątek. Powstawały kolejne firmy, rosły ceny dzierżawy terenów, a lokalna społeczność zaczęła dzielić się na bogatych właścicieli i ludzi pracujących dla nich.
Yerseke dostało nawet przydomek "Zeeuws Klondike" - zeelandzkie Klondike. Tyle że zamiast złota z ziemi wydobywano tutaj "złoto" ze słonej wody.
Fortuna nie trwała jednak wiecznie.
Pod koniec XIX wieku produkcja stała się tak duża, że ceny ostryg mocno spadły. Część przedsiębiorstw zbankrutowała, a wiele rodzin straciło źródło dochodu. Później branża ponownie się podniosła i w XX wieku miejscowość stała się międzynarodowym centrum hodowli ostryg i małży.
Jednym z najgorszych momentów była zima 1963 roku. Silny mróz zniszczył praktycznie cały zasób ostryg w Oosterschelde. Do tego pojawiła się wizja całkowitego zamknięcia akwenu w ramach budowy Delta Works. Dla ludzi żyjących z rybołówstwa oznaczałoby to ogromny problem.
Rybacy wraz z organizacjami przyrodniczymi sprzeciwiali się pełnemu odcięciu Oosterschelde od morza. Ostatecznie zamiast zwykłej zamkniętej tamy powstała słynna ruchoma Oosterscheldekering, która podczas normalnych warunków pozwala wodzie morskiej swobodnie przepływać. Dzięki temu słone środowisko tego regionu mogło przetrwać.
Dzisiaj najlepiej po prostu przejść się wzdłuż portu i basenów. Nie trzeba nawet szczególnie interesować się rybołówstwem. Skrzynki pełne muszli, łodzie wracające z wody, stare magazyny i restauracje przy nabrzeżu tworzą klimat, którego trudno szukać w typowych holenderskich miasteczkach.
A jeśli lubicie owoce morza, trafiliście chyba w jedno z najlepszych możliwych miejsc. Ostrygi, małże, homary i świeże ryby są tutaj częścią codzienności, a nie tylko turystyczną atrakcją.
Najfajniejsze jest to, że Yerseke nadal wygląda jak miejscowość, która naprawdę żyje z wody. Port nie jest dekoracją stworzoną dla turystów, a stare baseny ostrygowe wciąż mają swoje zastosowanie.
I chyba właśnie dlatego warto tutaj przyjechać - żeby zobaczyć kawałek Zeelandii, w którym morze od ponad stu lat decyduje o tym, jak wygląda życie całej miejscowości.
MIASTA I OKOLICE
Odkrywaj dalej.
TWÓJ KOLEJNY KIERUNEK